Jest przenajcichsza wioska
mała Skrudzina
gdzie świat się polny kończy
a leśny zaczyna.
Strumyk z gór leci
smreczańskiej błyszczyk fali,
wietrznicą szumi przehybiańską
w oddal- z oddali.
Skąd zawracały śmigłe
Ordy bachmaty,
gabońska PRACZKA wszechwidzące
na grapach stawia chaty.
Widać ją najmilejszą
zewsząd u stóp połonin,
sześćdziesiąt zagród czystych
chętnie zawarłbyś w dłoni.
Pod kloszem nieba pełnym
śniegi - lub zieleń
w dolince, uboczami
sądecki haft szykowny-
sady, sady- brzeziny,
a popod Skałką granatową
hal oddech wonny
jodłowe mielą MŁYNY.
Tu chciałbyś głodny w chwale Słońca
złocisty jeść razowiec zdrowy,
rybki łowić - Pstrąg królewski,
pod smukłym gajem modrzewiowym.
Jakoś tak prosto i przytulnie
u wodospadu spocząć wiosną ,
tu śniłbyś głuchych puszcz opowieść
pogańską klechą staropolską.
Hejże WILKÓWKA, ZAPASIECZE
Z GABONIA umkły prawie,
GALICÓW z PRZYKOPKAMI
hukają na ZAGRABIE.
Ach, właśnie tu przeniósłbyś
młodości sny gorące
i szczęśliw pozostałbyś w starość
na barwnej łące.
Jest przenajmilsza wioska
cicha Skrudzina,
gdzie zgiełk się świata kończy
- a spokój zaczyna.
W Nowym Sączu dnia 9. III. 1960 r.
Autor nieznany.

Skrudzina